Kapliczka w Beskidzie Niskim - (c) TravelPhoto.pl

Kapliczka – historia jednego zdjęcia

Moim ulubionym zajęciem w Beskidzie Niskim jest włóczenie się o zmierzchu z zestawem LED’ów w poszukiwaniu jakiegoś tematu do ostatnich w danym dniu zdjęć. Kiedy przypomniełem sobie o kapliczce w Izbach była pogoda z gatunku zła, fatalna, beznadziejna (nic nie skreślać). Gdyby była tylko mgła to byłoby super ale upiornie wiało i była mocna mżawka. Po co łazić w taki czas? Nie szkoda sprzętu? Nie!

Warunki na miejscu okazały się faktycznie delikatnie rzecz ujmując trudne. Zima jak nie zima. Wieje i koszmar pogodowy… Ale nie poddajemy się. Ujęcie było z gatunku „samo narzucających się”… Trudno w tym miejscu coś bardziej oryginalnego w takich warunkach wymyśleć. Ciemność zapada szybko więc błyskawiczne rozstawianie świateł i pierwsze próby.

Kapliczka w Beskidzie Niskim - (c) TravelPhoto.pl
Kapliczka w Beskidzie Niskim – (c) TravelPhoto.pl

Chciałem dzięki zmierzchowi wykorzystać rozjaśnienie tła między drzewami. Resztki światła ładnie wzmocniły się na marnym wtedy śniegu, a było to dokładnie to co potrzebowałem by nie mieć tam czarnej dziury. Silny LED w kontrze schowany dalej za drzewem to oczywiście klasyka. Teraz drugi silny z boku aby wydobyć fakturę kamieni. Żadnego światła na wprost by się ta faktura nie rozmyła (i tak zdjęcie już miękkie z racji mgły i opadu). Wieje solidnie i gałęziami drzewa machają po pół metra, warto ten ruch oddać więc kolejne ze trzy LEDy tym razem małe i mocno wygaszone kładę na ziemi by od dołu podświetlały gałęzie, a nie świeciły „po ziemi” lub w kierunku kapliczki. Matka Boża dostała u stóp swych latareczkę by rozświetlić wnękę z figurą.

Teraz szybko, szybko  kilka kombinacji z długością czasu naświetlania by widać było ruch gałęzi, ale bez przesady. 10 zdjęć i czas zbierać zabawki. Biegiem do Domu na Łąkach na kunsztyczek czegoś rozgrzewającego i wysuszyć sprzęt. Czy warto było? Pewnie, że warto. Zdjęcie chyba oddaje trochę klimatu Beskidu Niskiego no i dzień zakończył się aktywnie. Zdjęcie nie obrabiane, tak jak wyszło z aparatu.

Krzysztof Kobus – TravelPhoto.pl

Share